Obraz
Samoistnie wyłania się,
Niczym iskra zapłonie zniczem,
Klonowym liściem jesiennej barwy,
Biało czerwoną powiewającą jak żagiew
Strojnych szeregów nowych obyczajów,
I zadeptanym śladem tysięcy mrówek,
Które z mrowisk do dyskonta,
Z dyskonta do mrowisk, w drodze do kościoła,
Do narożnej kawiarni pani Ewy,
Gdzie z inną Ewą spotka się Stefan,
Mówiący coś, czego nigdy nie usłyszymy,
Ale co możemy odczytać z gestu dłoni i oczu -
Ewy, Stefana – Stefana i Ewy.

Za rogiem kawiarni – Szkoła, czerwona
Jak rozognione twarze uczniów, biegających
Zda się bezładnie po szkolnym podwórku,
Ale to tylko pierwsze wrażenie, bo naprawdę,
Jest to przerywana siedzeniem w ławce,
Krótka lekcja gimnastyki. Czerwoność Szkoły
Barwią cegły ze starej poniemieckiej cegielni,
Której śladem na pół rozstrzelany,
Na pół wypalony komin.

Poniżej Szkoły kolorowe fasady domów,
Ulica zbiega ku innej, gdzie domy szare,
Jakby oprószone kurzem, ta ku rzece,
Obraz wraz z nią zaczyna się wić, podobny rzuconej
W przestrzeń nici pamięci – po lewej ręce wzgórze,
Gdzie w miejscu Zamku porósł las drzew,
W dole obok rzeki zatopiony w sercu staw
I nieodległy most, świadek zdyszanego świstu pary
Nieskończonej liczby pociągów, pasażerów,
Węgla, zboża, cukru i soli oraz książek,
Za mostem mostek, aż po niewidzialną granicę
Do nie wiadomo czego.
  • Autor notki: witold kiejrys
  • 12 lutego 2017, 17:51:13
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się