bezwstyd umierania
w chmurach zasypia senne morze
wygładza zmarszczki toną fale
za nimi wiatr i coraz dalej
aż po najgłębszy jądra korzeń

w prześwicie światła promień pryśnie
zgasną latarnie i księgarnie
i my jak dwa naczynia puste
w lustrze bezwstydne nagie noże

- - - - - - - - - - -

śmierć - czyja? - przecież wciąż żyjemy
nie czując czuję jakby we śnie
i to co było obok wcześniej
i co zostało tam za ścianą

co przeczuwamy a nie wiemy
którego życia snem jesteśmy
stal stali nigdy nie rozpali
mimo iż w środku grzmi i iskrzy
  • Autor notki: witold kiejrys
  • 12 lutego 2017, 18:08:14
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się