Paskudny dzień

Autor: witold kiejrys, Gatunek: Poezja, Dodano: 20 lutego 2017, 23:18:24

Paskudny dzień, tak trudno, tak!
A jeszcze bardziej nudno. I co począć,
Co robić? - Stanąć, zapłakać, trzasnąć drzwiami...
Między drzewami gdzieś nad Łyną usiąść,
By w mniejszą przestrzeń wcisnąć złość pół świata,
Otworzyć strunę - kantata niech płynie,
Pierwsza, piąta i trzecia - niech Bach, nie ja się wścieka.

Cóż ja, tylko nieuważny słuchacz i niczego mi nie trzeba,
Powieście na uchu wianek, na czole narysujcie zebrę,
Lecz proszę, zostawcie kaganek, bym błądząc
Nadziei nie gubił nim zemrę.

Komentarze (8)

  • Nie mrzyj nam Witoldzie , czeka Cię jeszcze nagroda Nobla Poetycka :) głowa do góry ! Wiersz prima sort ! i też miałam paskudny dzień, ale nie piszę o tym na Liternecie aby sobie ulżyć duchowo. Wyobraź sobie , że dziś jakiś dziad w metrze się do mnie przystawiał, prawie położył swoją obrzydliwą dłoń na moich pośladkach, odwróciłam się i naplułam mu w twarz. Obruszył się i skrzywił twarz, potem tą zafajdaną dłonią wytarł swój ryj . Wszyscy osłupieli i nie wiedzieli co zrobić . Ale ja zachęcona brawami od innych metrowiczów wyjebałam mu jeszcze plaskacza, krew z ryja mu się polała , chyba złamałam mu nos. I tak z cięknącym od krwi nochalem dojechał do następnej stacji i spierdolił w try miga. I tak to jest z tymi starymi dziadami , którzy ot tak chcą się przytulać w tłoku. No ale wróćmy do wiersza - jest wyśmienity i powinieneś go wysyłac na wszelakie konkursy bo czuję , że to jest właśnie to co spodoba się Jury ogólnopolskich konkursów:) Ale Tana Tre Gitays wen Bulda !

    • . .
    • 21 lutego 2017, 00:16:55

    To prawda. Doskonały.

  • Aha :)))

  • Dziękuję za ciepłe słowa, ale czuję się nie tego..., by nie powiedzieć, skrępowany. Nie znoszę pochwał, bo mam z tym nieznośne doświadczenia. - A doświadczeń, ho ho!

    Rozczaruję zapewne, gdy powiem, że moim zdaniem napisałem banalne byle co.
    Ot, wstałem pewnego dnia lewą nogą. Rzadko mi się to zdarza, ale...zdarzyło się!
    Z rana zawsze, zawsze, zawsze pierwszą czynnością po przemyciu dzioba jest muzyka (jest moim pierwszym życiem). Tamtego ranka Bach (Marynia jeszcze spała), angielska suita, bo gdy kiepska pogoda to...bach i suita... tu pitolą, tam pitolą (choć pięknie!)..., siadłem, zanurzony w akord i melodię... i wylałem z kawą swój nastrój. To wszystko!

    Wiem, czasami z jakiejś przelatującej mgiełki i byle jakiego powodu, potrafię coś zapisać - dla jasności, każdy potrafi! Właściwie to zapisuje się to to samoistnie, ja tylko przenoszę ręką na papier. Zdarzają się chwile, w których nawet nie wiem co zapisuję. Mówię prawdę.

    Coco, jesteś odważna. Ale...kto wie, czy nie skatowałaś nieszczęsnego poety, który w drobnej i niewinnej pieszczocie szukał weny i interesującej metafory. Miast tego, z zalanym krwią kartoflem wrócił nieszczęśnik do domu.
    Tak brutalnie sprowadzić poetę na ziemię. Uderz się w piersi - godzi się tak?
    Dzisiaj doceniać zaczynam dobro płynące z wyjazdu do Bartoszyc. Wszak muszę uważać, bo za kilkanaście dni zjadę na kilkudniowy popas do Stolicy.



  • Zapomniałbym:
    Wszystkich tych, co są za i przeciw, serdecznie pozdrawiam
    i dziękuję :)))

  • Zamiast "powieście" dałabym "zawieście" i dostawiłabym ze trzy przecinki, ale to drobiazgi.

  • M, dzięki za oko!
    :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się