Płacze wrzesień

Autor: witold kiejrys, Gatunek: Poezja, Dodano: 17 lutego 2017, 17:43:02

Płacze wrzesień, płacze od rana deszczem
Z drzew i domów spłukuje resztki lata,
Na balkonie białe wrzosy jak włosy
Wydrapują z kory snu koloryt w przestrzeń.

Cały mały świat spłynął Łyną - brodzi -
Nocna burza w kałużach jak w szelkach,
Dzieci skaczą grą w klasy przeskakując
Z hałasem lustra, a lustra jak nogi.

Komentarze (7)

  • Urodziłam się we wrześniu :) To mój miesiąc :) A 11.09.2013 tak mi się o nim napisało:

    "Wrzesień i deszcz"

    Ta piękna jesień
    jak ikona pochmurna. Cała
    srebrna i szara

    gdzie pośrodku
    oksydowanego tła
    złoto niczym serce

    w zielonych deseniach

    Druk w Antologii: "Ogrodowe peregrynacje". Warszawa 2014

    Serdecznie :)))

  • Zapomniałam dodać, iż Twoje strofki przypomniały mi moje wczesnoszkolne dzieciństwo ;-)

    :)))

  • Jesteśmy z tego samego zodiakalnego gwiazdozbioru :)
    Ładnie.

  • A ja jestem spod Ryb. Jak Michał Anioł i Albert Einstein.

    W wierszu fajne momenty:

    -włosy jak wrzosy
    -kory koloryt
    -cały mały
    -spłynął Łyną.

    I białe wrzosy ładne.

  • Płacze wrzesień, płacze od rana deszczem
    Z drzew i domów spłukuje resztki lata,
    Na balkonie białe wrzosy jak włosy
    Wydrapują z kory snu koloryt w przestrzeń.

    Cały mały świat spłynął Łyną -

    ten fragment ładnie się układa, a dalej nie podobają mi się "kałuże jak szelki burzy". Do szelek bardziej pasowałyby strugi. I to, ze dzieci grają w klasy nocą.
    Żeby dzieci grały w klasy nocą, musiałoby być, na moje oko, więcej tajemnicy w wierszu.

    To tylko moja opinia, Witku. Każdy czytelnik ma swoje zdanie. Moje jest takie.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • Z szacunkiem do Rybki. Cóż mnie, Pannie, do takich patronów!
    Pisząc książkę, po wielekroć wracałem do głębokiej przeszłości, która od czasu do czasu zapisywała się wierszem. Pośród nich takie, które uparcie trwoniły pamięć i dopiero zapisanie na papierze dawało ukojenie.
    :)
    Dzięki.

  • Małgosiu, jako dziecko (nie tylko ja, wszyscy rówieśnicy) wpisani/ubrani byliśmy w szelki. Były tak powszednie, jak kokardy we włosach dziewcząt. Kałuże też, jak i my, były ubrane w szelki.
    Nocna burza, została tylko śladem w kałużach, już nie grzmiało, nie padało. Skaczące dziewczęta nie musiały tego robić po nocy, a skoro, skoro w dzień, to kałuże stawały się lustrami. W tychże lustrach, nawet mini kałużach, odbijały się nogi przeskakujących koleżanek. Mogliśmy je wtedy podziwiać.
    Wydawało mi się przejrzyście pisane, językiem chłopca. Wyszło jak zwykle inaczej.
    Nie nadaję się do poezjowania, dlatego sięgnąłem do prozy. Ale...licho kusi...
    :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się